artykuły

Co zdarzyło się 12 sierpnia 1682 roku?

Zdzisław Kamiński

W świadomości nie tylko mieszkańców Gostynia istnieje pogląd i przekonanie, że w XVII wieku miejscowa fara spłonęła. Jak mocno ten „fakt” jest zakorzeniony w pamięci gostynian świadczyć mogą różnego rodzaju opracowania i artykuły prasowe, ukazujące się przez całe XX stulecie. To wydarzenie uwiecznił nawet Wacław Boratyński na akwareli pt. „Pożar fary Gostyńskiej w XVII w.”. Jej reprodukcję zamieszczono nawet w monografii „Dzieje ziemi gostyńskiej”, wydanej w roku 1979.


Skąd zaś wiemy o pożarze? Najstarszy zapis o tym wydarzeniu znalazłem w opracowaniu ks. Stanisława Kozierowskiego z 1913 roku w pracy „Dzieje Gostynia w średnich wiekach”. Wstęp do tego opracowania napisał ówczesny proboszcz fary ks. Emil Jackowski, którzy m.in. pisze tak: „12-tego sierpnia 1682 roku runęły na skutek pożaru dach i 3 filary prawej nawy, ofiarą płomieni padło także całe wewnętrzne urządzenie Kościoła. Ocalała lewa nawa. 23-go sierpnia 1689 roku ukończono odbudowywanie Kościoła w baroku”.

Jestem przekonany, że stwierdzenie to było oparte na treści, odkrytego w czasie remontu w 1901 roku napisu. Znajdował się on pod warstwami tynku na filarze przy łuku tęczowym na wysokości posadzki św. Anny. Podaję jego przekład z łaciny, zamieszczony w „Kronice Gostyńskiej”: „…Boleścią musiałeś być przejęty czytelniku i żałością oglądając takie zrujnowanie Kościoła; większą częścią zapadłą ze swoimi organami. Niczego wówczas (w tych czasach) nie widziałeś, oprócz rozwalin i prochów (popiołu) umarłych. Przeto zanotowałem, że rok tego wypadku 1682 i dzień 12 sierpnia. Żyj szczęśliwie i sam Chrystus niech ci będzie w niebie obfitą nagrodą. […] Odbudowę zakończono 23 sierpnia 1689 roku”.

Jeżeli przeanalizujemy informacje ks. Emila Jackowskiego i treść odkrytego napisu, to stwierdzimy, że pokrywają się one tylko w części dotyczącej ruiny Kościoła. W odkrytym napisie ściennym nie ma bowiem słowa na temat przyczyn tej katastrofy. Zwrot „prochów (popiołów) umarłych” dotyczy widoku zarwanej posadzki (przez walące się sklepienie), pod którą znajdowały się trumny średniowieczne z prochami pochowanych.

Istnieje jeszcze jeden przekaz, gdzie jasno i precyzyjnie określa się, co było przyczyną tej tragedii. Józef Łukaszewicz w opracowaniu „Opis historyczny Kościołów parafialnych w dawnej Diecezji Poznańskiej”, wydanym w 1858 roku tak pisze: „Po Gostyńskich (ród Borków) miasto Gostyń dostało się w ręce innych rodzin wielkopolskich: Konarzewskich, Radzewskich i innych, które nie bardzo dbając o Kościół parafialny gostyński, stały się przyczyną znacznej jego ruiny w XVII wieku”.

Na takie niedbalstwo właścicieli żali się ks. Gniński w dokumentach z wizytacji fary w 1685 roku: „Wizytowaliśmy Kościół ten w roku 1672 i znaleźliśmy dach na nim przeciekający a mury porysowane, i zanieśliśmy najgorętsze prośby nasze do dziedzica miejsca i parafian, aby świątynię swoją czemprędzej ratowali, wystawiając im przed oczy widoczne niebezpieczeństwo walącego się Kościoła. W dzisiejszej wizycie naszej (1685) spostrzegliśmy, z wielkim bólem naszym, zawalone podniebienie Kościoła i powtórzyliśmy najusilniejsze prośby do dziedzica (właściciela miasta) i parafian, aby naprawiając dotychczasową opieszałość swoją, starali się podźwignąć czemprędzej z ruin ten Kościół”. Charakterystyczne jest, że wizytator nie wspomina ani słowa o pożarze, a już dziesięć lat przed katastrofą pisze ..”wystawiając im przed oczy widoczne niebezpieczeństwo walącego się kościoła”.

Po dokładnym przeczytaniu tego dokumentu można jednoznacznie stwierdzić, co było przyczyną zawalenia się dachu, chóru, trzech filarów nawy południowej, sklepienia nawy głównej i sklepienia nawy południowej. Poszukajmy dowodów na to, że nieprawdziwe jest twierdzenie ks. Jackowskiego w przedmowie: „…ofiarą płomieni padło także całe wewnętrzne urządzenie Kościoła…”.

Dzisiaj możemy znaleźć dowody potwierdzające fakt katastrofy budowlanej. Pierwszym takim dowodem jest wykonanie sklepienia nawy głównej jako kolebkowo-krzyżowego, charakterystycznego dla baroku, czyli czasu odbudowy, a nie gotyckiego, jak wszystkie pozostałe sklepienia we Farze. Drugim dowodem, jest odbudowanie filarów nawy południowej. Można dostrzec, że różnią się one od filarów nawy północnej. Uważny obserwator łatwo dostrzeże, że ostrołuki pomiędzy tymi filarami, wykonano o krawędziach prostych a nie profilowanych jak od strony nawy północnej. Patrząc na ostrołuki od strony nawy południowej zauważymy tylko fragmenty profilowanych pierwotnych ostrołuków zachowanych od strony kaplicy św. Anny i chóru. Sklepienie nawy południowej , które musiało również runąć (pozbawione podpór w postaci filarów) odbudowano w stylu gotyckim – zapewne dlatego, by zachować symetrię układu wnętrza kościoła.

Przed dwoma laty, kiedy nagrywaliśmy film na lokalnej telewizji o Kaplicy św. Anny, powtórzyłem powyższy cytat ks. Jackowskiego i dodałem: „…zapewne kaplica podzieliła również los kościoła”. W tym momencie uświadomiłem sobie, że moje stwierdzenie jest nieprawdziwe, gdyż przed chwilą mówiłem o zachowanym ołtarzu z 1548 roku. Od tego momentu sprawdzałem, co jeszcze przetrwało kataklizm. Na słupie podtrzymującym chórek w kaplicy jest widoczna data 1690. Wydawałoby się, że napis powstał po feralnej dacie 1682. Jednak z dokumentu (napis na tablicy ośmiokątnej) wynika, że rozpoczęto budowę chórku w 1678 roku i po śmierci ks. Andrzeja Karuskiego przerwano, jak to autor napisu pięknie pisze: „…przez lat jedenaście spoczywało”. Dalej dowiadujemy się, że dzięki ks. Mateuszowi Formicz w roku 1690 na nowo podjęte dzieło dalej postępowało i ukończono je 8 sierpnia 1693 roku.

Może jeszcze feralny „pożar” przetrwało inne wyposażenie? Oczywiście. W prezbiterium widzimy dzisiaj stalle gotyckie, które powstały w 1514 roku i stalle renesansowe z początku XVII stulecia. Jaka radość, że…. nie spłonęły! Pozostało zatem jeszcze sprawdzić, czy ów „pożar” przetrwały ołtarze, których było aż 13 do 1901 roku. I okazuje się, że dziewięć z nich zostało rozebranych później. Z dokumentów wizytacyjnych sporządzonych dnia 26 lutego 1726 roku przez ks. Fr. Libowicza i akt z 14 marca 1738 roku, sporządzonych przez ks. Fr. Wolińskiego, dowiadujemy się także, iż w Kaplicy św. Anny znajdowały się oprócz istniejącego obecnie, istniały jeszcze trzy ołtarze: z obrazem św. Rocha (1662), z obrazem św. Wawrzyńca (1635), z obrazem św. Antoniego (brak daty powstania).

W Prezbiterium znajduje się ołtarz główny, którego powstanie datuje się na rok 1640, a jego konsekracja nastąpiła osiem lat później. Zaś w nawie głównej znajdowały się ołtarze: N.M.P (zwiastowania) z 1623 roku, N.M.P (nawiedzenia) z 1468 roku, św. Barbary z 1726 roku, św. Katarzyny z 1419 roku, z obrazem św. Doroty (brak daty), z wizerunkiem malowanym Ukrzyżowanego Pana Naszego z 1635 roku, Niepokalanego Poczęcia z 1698 roku Trzech Króli z 1626 roku.

Jak wynika z tych zestawienia, aż dziewięć ołtarzy przetrwało tak wielką katastrofę, co przy tak ogromnym pożarze nie byłoby chyba możliwe. Powstanie trzech ołtarzy po roku 1682 można wytłumaczyć tym, że kiedy runęły trzy filary nawy południowej uległy również zniszczeniu ołtarze przy nich stojące. Tak pożar powinien pozostawić jeszcze inne ślady, ale ich nie znalazłem.

Co zaś mogło być przyczyną zawalenia się części kościoła? Przypuszczam, że zasadnicza przyczyna tkwiła w zmianie pierwotnej konstrukcji dachowej. Kiedy i dlaczego zmieniono tę konstrukcję, nie wiemy. Wydaje się że już w 1540 roku, czyli 142 lata przed feralnym wydarzeniem dach wyglądał tak jak obecnie. Możemy tak sądzić na podstawie widoku fary namalowanym na obrazie Matki Boskiej Świętogórskiej. Otóż pierwotnie nawa główna, jak i nawy boczne, posiadały oddzielne dachy. Istnieje na to dowód, gdyż do dnia dzisiejszego w ścianie wieży, stanowiącej szczyt poddasza nawy głównej, zachowały się wmurowane resztki z okresu średniowiecza. Wyznaczają one pierwotne nachylenie dachu nawy głównej. Dach przykrywający nawę główną posiadał wówczas prawdopodobnie taką samą konstrukcję i nachylenie, jak dach przykrywający do dzisiaj prezbiterium.

Konstrukcja podtrzymująca dach prezbiterium jest bardzo lekka. Wykonując przykrycie naw jednym dachem, musiano wzmocnić całą konstrukcję podtrzymującą całość. W związku z tym zwiększono o 100% ilości słupów (poprzez ich zagęszczenie) podtrzymujących konstrukcję dachową, dołożono dodatkowe krokwie, by uzyskać widoczne załamanie powierzchni dachowej. Krokwie te musiano dodatkowo podeprzeć i zastosowano jeszcze inne elementy. Wszystko to spowodowało, że ciężar całej konstrukcji podtrzymującej dach naw zwiększył się o 60-100%. Tak duże dodatkowe obciążenie, na wiotkie filary podtrzymujące dach i sklepienia, było zapewne przyczyną ich zawalenia.

Trzeba tu uwzględnić jeszcze drugi czynnik katastrofy, który miał zapewne niebagatelne znaczenie. Mam tu na myśli zły stan techniczny obiektu spowodowany zaniedbaniami, o których tak pisał wspomniany wizytator: „w 1672 roku znaleźliśmy dach na nim przeciekający, a mury porysowane...”. Na poparcie mojej hipotezy, że pierwotnie wykonane filary były zbyt słabe, aby utrzymać zwiększone obciążenie, przytoczę wypowiedź Franciszka Eitnera, który nadzorował roboty remontowe na początku XX wieku. Cytuję za „Kroniką Gostyńską” z 1 grudnia 1937 roku: „Filary, podpierające sklepienie, rysowały się, zwłaszcza te, które były umieszczone od strony północnej”. Dalej tak mówi:” odbudowane (w 1689 roku) filary strony południowej były proste, bez kanałów oraz większe i silniejsze, niż strony północnej. To też te ostatnie pod ciężarem zbyt wielkim na ich konstrukcję rozpoczęły się rysować. Ażeby zapobiec runięciu ich, dobudowano do nich jedną część od strony nawy głównej, rozszerzając je znacznie, a pozatem co 2 m. wzmocniono śrubami. Z tego powodu są one nieforemne, odmienne od filarów nawy południowej i nie łączą się bezpośrednio ze sklepieniem, którego żebrowanie z filarami niezupełnie jest zgodne”.

Można postawić jeszcze jedno pytanie, dlaczego w drugiej połowie XVII wieku tak zaniedbano budowlę i doprowadzono do takiej ruiny . Przytoczę jeszcze raz cytat z opracowania Józefa Łukaszewicza. „Po Gostyńskich (ród Borków) miasto Gostyń dostało się (było własnością) w ręce innych rodzin wielkopolskich: Konarzewskich, Radzewskich i innych, które nie bardzo dbając o Kościół parafialny gostyński, stały się przyczyną znacznej jego ruiny w XVII wieku” Zastanawiające jest, że Łukaszewicz między innymi winą za zaniedbania obciąża Konarzewskich, tak zasłużony ród dla Gostynia. Jednak po przeczytaniu przewodnika „Bazylika i Klasztor księży Filipinów na Świętej Górze k. Gostynia” wydanym przez Kongregację Oratorium św. Filipa Neri w 1971 roku można chyba zrozumieć dlaczego tak twierdzi Łukaszewicz. Otóż Adam Florian Konarzewski i jego żona Zofia byli prawdopodobnie pochłonięci wyłącznie założeniem Kongregacji Oratorium św. Filipa Neri na św. Górze w Gostyniu oraz budową klasztoru, a nie utrzymywaniem fary.

Przytoczę tylko kilka cytatów z tegoż przewodnika: „Nie dziw, że zawsze (Konarzewski) będzie w życiu pałał wielką czcią do Matki Bożej na Świętej Górze i całą majętność odda, aby godny takiej Pani wystawić przybytek”. W innym zaś miejscu czytamy: „Tak więc epoka powstania Kongregacji Gostyńskiej przypada w dniu dziewiątym lipca Roku Pańskiego 1668. Naprzód za szczególną Dobroczynnością Staraniem i opieką Adama Floriana z Konarzewa Konarzewskiego, a tem samym Najpierwszego, Istotnego i Jedynego jej Fundatora i Ojca”. „W roku 1675 Adam Konarzewski położył kamień węgielny pod budowę kościoła na św. Górze, na wzór kościoła św. Piotra i Pawła w Krakowie”.

Wydaje się, że powyższe cytaty wskazują no pełne i bez reszty zaangażowanie się Konarzewskiego w sprawy budowy i powstania zgromadzenia. Jakież zatem mogły odnieść skutek prośby wizytatora? Nie trudno na to pytanie odpowiedzieć. Poza tym, jeżeli w 1672 stan był już tak fatalny stan kościoła, to jaki musiał być w 1682. Zapewne na zubożenie miasta i na stan kościoła miał także wpływ „potop” szwedzki, który wiele miast doprowadził do upadku, a liczne budowle sakralne przestały istnieć. Wiadomo też, że Gostyń został złupiony przez Szwedów. Pewne straty ponieśli również mieszkańcy miasta, kiedy to król Jan Kazimierz stał pod Gostyniem w czasie rokoszu Lubomirskiego. Wówczas niemało strat w mieście wyrządziły wojska koronne. Znane są liczne skargi mieszczan gostyńskich do króla z tego okresu.

Na podstawie dostępnych dokumentów i technicznego rozumowania nie możemy mówić, iż w 1682 roku miał miejsce pożar kościoła farnego. Było ta zaś katastrofa budowlana – zawalenie się części świątyni. Stało się tak za sprawą wieloletnich zaniedbań. Pożaru nie było. Tak nieraz zaś bywa, że zamieszczona niesprawdzona informacja narasta do miana wydarzenia i „żyje” jako fakt historyczny, przez kilka stuleci.

wróć